Instytut Educatio Domestica

Możliwość wsparcia działań Instytutu Educatio Domestica: 73 8682 0004 0031 0066 2000 0010

Zapraszamy Państwa do współpracy!

Więcej tutaj: Kontakt

Masz problem?

Zadzwoń do nas!

Pionierzy edukacji domowej

Blog Izy Budajczak-Moder

Edukacja domowa ... po latach

Marek Budajczak

"Jest to kolejne i rozszerzone wznowienie publikacji profesora Marka Budajczaka, zajmującego się nie tylko praktyką edukacji domowej, ale również prowadzącego rzetelne badania naukowe na temat tej formy kształcenia. Ich wynikiem jest właśnie wspomniana książka, powstała na podstawie obszernej anglojęzycznej literatury przedmiotu, analizy prawa oświatowego kilku państw, jak i licznych kontaktów z rodzinami ED mieszkającymi w Polsce, jak również za granicą. Książka ta wprowadziła także i właścicielkę Wydawnictwa Iosephicum w cudowny świat edukacji domowej, powinna więc rozwiać wiele wątpliwości dotyczących tej sprawy. Myślę, że i dzisiaj będzie dobrze służyła wielu rodzinom."

08.08.2019 r.

Słów kilka o „rejonizacji” w edukacji domowej

czyli o przywiązaniu chłopa (czytaj: ucznia edukacji domowej) do ziemi

Politycy są tak zaabsorbowani bieżącymi sprawami, oczywiście zawsze w ich odniesieniu do generalnej strategii ich własnych partii, że trzeba im nieustannie przypominać o takich faktach, które dla niektórych ich wyborców są akurat ważne i ponadczasowe, inaczej mówić będą tymże wyborcom, jak to miała w zwyczaju królowa Bona: Molto bene, molto bene!
 
Wiedzcie zatem, o politycy, iż rodziny edukacji domowej ciągle doświadczają problemów z wprowadzoną przez Minister Annę Zalewską, sowieckim obyczajem, „wojewódzką rejonizacją” [art. 37. ust. 2. pkt 1)].
 
Ilekroć MEN publicznie (także wobec Sejmu) wypowiadało się w tej kwestii, to ciągle podkreślało, że kwestionowany tu zapis „wiąże się bezpośrednio z potrzebami zgłaszanymi przez rodziców w zakresie możliwości korzystania z pomocy szkoły”. Owe „zgłoszenia” to efekt nieszczęsnych zabiegów okołosubwencyjnych tzw. grupy roboczej, z którą MEN pozorował współpracę, by ją ostatecznie niecnie oszukać.
 
Niech po raz kolejny przemówią więc fakty (co do których groźby zaistnienia sam uprzedzałem, zanim mleko się rozlało), według doniesień z terytorium naszego kraju:
 
Wiele rodzin z kilkorgiem dzieci ma kłopoty z powodu konieczności współpracy z kilkoma szkołami jednocześnie. Dzieci „sprzed ustawy” mogą dalej być zapisane do dowolnej szkoły w kraju (choć wyłącznie do końca danego cyklu kształcenia), podczas kiedy dzieci objęte aktualnie obowiązującą, „reformatorską” ustawą jedynie do szkoły w obrębie własnego województwa. Taki stan rzeczy generuje nie tylko problemy z transportem okołoegzaminacyjnym (nie daj Bóg, żeby egzaminy wypadły w kolejnych szkołach równocześnie!), ale także z resztą edukacyjnodomowej logistyki, bo wskutek braku jakichkolwiek regulacji różne są „zasady gry” w różnych szkołach. Osobną jest sytuacja, w której szkoła z sąsiedniego województwa leży bliżej, niż wszystkie dostępne we własnym województwie, a pomimo twierdzenia MEN, że „zezwolenie” na edukację domową można uzyskać z każdej szkoły, prawda jest zupełnie inna. Szkoły, szczególnie zaś szkoły publiczne, nie uzyskujące żadnych korzyści ze współpracy z rodzinami edukacji domowej, a mające z tym tylko formalno-organizacyjny kłopot, wcale się do tego nie palą.
 
W większej części województw brak szkół (szczególnie na etapie szkoły średniej!), które mają doświadczenie we współpracy z edukatorami domowymi. Owo doświadczenie to sprawa kardynalna, ponieważ szkoły-nowicjusze nie radzą sobie sprawnie z organizacją takiej współpracy, m.in. z rodzinami z dziećmi ze specjalnymi potrzebami. W dodatku rodzice z małych wspólnot religijnych nie mogą podejmować współpracy z preferowanymi przez siebie szkołami, bo te … leżą w innym województwie.
 
Rejonizacja powoduje również kłopoty w uzyskaniu opinii publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej - a tylko taka może ją wydać - niezbędnej w procedurze formalnej wobec dyrektora szkoły. Poradnia „rejonowa” dla miejsca zamieszkania ucznia bywa, że nie chce go przyjąć, bo ów „nie uczęszcza” do szkoły na jej terenie, podobnie jak poradnia z terenu, na którym leży wybrana przez rodziców szkoła do współpracy w zakresie edukacji domowej, do której też faktycznie „nie uczęszcza”. To, że zdaniem MEN uczeń edukacji domowej „uczęszcza”, mimo iż fizycznie „nie uczęszcza”, poradników obchodzić nie musi. A już powszechnym problemem jest trudność w uzyskaniu, najczęściej kilkukrotnych, „audiencji” w poradni, co odwleka w czasie, niekiedy o kilka miesięcy, uzyskanie wymaganego dokumentu.
 
Zbijmy także argumentację MEN, że w przypadku tej zmiany mamy do czynienia z prawdziwym błogosławieństwem ze strony państwa. Domniemane korzyści ze współpracy ze szkołą z terenu województwa zamieszkania są dla niemal wszystkich rodzin, podejmujących taką współpracę, zwyczajnie nieosiągalne, w części zaś możliwe do realizacji równie dobrze „zdalnie”, jak na edukację domową przystało.
 
Z czysto praktycznego względu - bo i w ramach „własnego” województwa odległość domu od szkoły można liczyć w setkach kilometrów, a choćby i nawet było to „zaledwie” kilkadziesiąt kilometrów – niemożliwym jest, nawet doraźne, korzystanie ze wskazanych ustawowym przepisem dobrodziejstw zajęć dodatkowych, rewalidacyjnych czy rozwijających, realizowanych w siedzibie szkoły, a także z dostępu do pomocy dydaktycznych, jakimi dysponuje szkoła.
 
Korzystanie, z kolei, z pomocy psychologiczno-pedagogicznej, doradztwa zawodowego i okołoegzaminacyjnych konsultacji, jakich udziela uczniowi w potrzebie dana szkoła, równie dobrze niż na miejscu może być realizowane za pośrednictwem elektronicznych mediów. Podręczniki i materiały ćwiczeniowe szkoła wypożycza lub udostępnia uczniowi za pomocą „poczty”. Gdzież tu zatem kłopot z pozawojewódzką odległością szkoły od rodzinnego domu ucznia?!
 
Tak wyglądają powszednie realia edukacji domowej po ustawowej „dobrej zmianie”!
U podstaw tego wszystkiego mamy jeszcze jednak do czynienia z kwestią fundamentalną: z prawem, które nie jest sprawiedliwe! Wielorakiej negatywnej dyskryminacji doznają w zakresie edukacji domowej rodzice i uczniowie nie tylko ze względu na miejsce zamieszkania, specjalne potrzeby czy przynależność do małych grup religijnych, ale i generalnie z powodu woli korzystania z tej całkowicie przecież legalnej formy spełniania wszystkich obowiązków edukacyjnych w naszym kraju. Takiego traktowania zabrania, jaką by nie była ułomną, Konstytucja RP (Art. 32.).
 
Może czas, by rządzący zwrócili na to swoją uwagę?!
 
prof. UAM dr hab. Marek Budajczak